Bliżej siatkówki

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Siatkarskie grono z klasy IIA LO zachęca wszystkich pasjonatów sportów zespołowych do przeczytania wywiadu z Robertem Strzałkowskim – trenerem klubu Sparta Warszawa, który w ubiegłych latach współpracował m.in. z orlen-ligowym klubem Legionovia Legionowo i Politechniką Warszawską.

 

Kto zaszczepił w Panu pasję do siatkówki?

 

Robert Strzałkowski: Pochodzę z Bełchatowa, mekki polskiej siatkówki. W związku z tym wybór był dla mnie prosty. Jako dziecko chodziłem na mecze Skry, gdy ta grała jeszcze w trzeciej lidze w mojej szkole podstawowej. Gdy byłem w czwartej klasie, poszedłem na swój pierwszy trening i od tego momentu jestem związany z piłką siatkową. Minęło już ponad dwadzieścia lat, ale frajda, jaką sprawia mi ta dyscyplina, jest cały czas taka sama.

 

Jak zdefiniuje Pan wyrażenie „prawdziwa drużyna”?

 

Robert Strzałkowski: Miałem przyjemność pracować z wieloma zawodnikami i zawodniczkami. Część z nich stanowi dziś o sile naszych reprezentacji narodowych, ale to były indywidualności. Czy prawdziwa drużyna to zespół, który sięga po złoto? A może jednak zbiór ludzi, którzy chcą się rozwijać, ufają sobie i mają jasny cel jako grupa. Dla mnie drużyna to coś więcej niż suma indywidualnych cech zawodników. Braki jednego gracza można zastąpić walecznością i umiejętnościami pozostałych. Drużyna istnieje tylko, gdy ma jeden wspólny cel i wszyscy „ciągną wózek” w tę samą stronę.

 

Czy rozegranie było Pańską wymarzoną pozycją?

 

Robert Strzałkowski: W Bełchatowie mieliśmy bardzo mocny zespół młodzieżowy. Kilku moich kolegów grało lub gra w Plus Lidze, więc rywalizacja o miejsce była bardzo zacięta. Oczywiście, każdy młody chłopak marzy o byciu atakującym, to chyba normalne. Mój trener powierzył mi jednak funkcję rozgrywającego i bardzo się z tego cieszę. Dało mi to zupełnie inny punkt widzenia na siatkówkę i było pierwszym krokiem, który spowodował, że zostałem trenerem. Wiem, że to niewdzięczna pozycja, ale daje dużo satysfakcji.

 

Co uznaje Pan za najbardziej niepowtarzalną chwilę w karierze?

 

Robert Strzałkowski: Zdecydowanie wygrany mecz ze Skrą Bełchatów na wyjeździe. Gdy byłem trenerem Politechniki Warszawskiej, pojechaliśmy do mojego rodzinnego miasta, jak na skazanie. SKRA kilka dni wcześniej wywalczyła srebrny medal Ligi Mistrzów, przegrywając z Kazaniem w finale. Przygotowano wielką fetę po naszym meczu, ale młodzi chłopcy z Warszawy ją popsuli. Wygraliśmy w pięciu setach przy pełnej hali, która po meczu była zupełnie cicha.

 

Jest Pan większym zwolennikiem damskiej czy męskiej siatkówki?

 

Robert Strzałkowski: Piłka siatkowa to piękna, ale niezwykle trudna technicznie dyscyplina. Moim zdaniem bardziej widowiskowa jest ta damska, ale na najwyższym poziomie. Na niektóre mecze w wykonaniu dziewcząt nie da się niestety patrzeć. Wynika to zarówno z ich nastawienia, jak i słabych umiejętności technicznych. Często jest to wina trenerów, którzy zamiast traktować je jak sportowców, traktują jak kobiety – słabsze, od których wymaga się mniej. Prawda jest jednak taka, że zarówno fizyczne, jak i techniczne różnice powoli się zacierają.

 

Jaka była najzabawniejsza sytuacja na Pańskim treningu?

 

Robert Strzałkowski: Było wiele takich sytuacji. Jednak najbardziej zapadła mi w pamięć ta, która miała miejsce, gdy sam jeszcze grałem. Nasz skrzydłowy zaatakował z tak wielką siłą, że piłka w ułamku sekundy wróciła po bloku w jego twarz. Nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby nie fakt, że stracił zęba i zdążył go jeszcze złapać opadając. Szczerbaty powiedział: „mam go”! Dla niego była to przykra sytuacja, ale my nie byliśmy w stanie kontynuować dłużej treningu. Z kolegami wspominamy to po kilkunastu latach z takim samym uśmiechem.

 

Trzy najważniejsze cechy zwycięzcy to…

 

Robert Strzałkowski: Mentalność zwycięzcy trzeba rozwijać od najmłodszych lat. Łatwo osiąga się pierwszy sukces, ale powtarzalność i trzymanie stabilnego poziomu przez kilka lat charakteryzuje tylko najlepszych. Gdy komuś przejdzie przez głowę, że jest już wystarczająco dobry w tym, co robi jest z miejsca przegranym. Oczywiście trzeba znać swoją wartość, ale bez bycia konsekwentnym i skromnym nie zajdzie się zbyt daleko. Moim zdaniem wygranym może być tylko osoba inteligentna i świadoma tego co robi.

 

Trzy najważniejsze cechy dobrego trenera to…

 

Robert Strzałkowski: Przede wszystkim: cierpliwość, której muszę przyznać, czasem mi brakuje. Innymi ważnymi cechami są: kreatywność i chęć rozwijania się. Każdy trener ma swoje mocne i słabe cechy, ale umiejętne używanie ich może doprowadzić do sukcesu.

 

Dziękujemy za rozmowę.

 

Robert Strzałkowski: Ja również dziękuję.

 

Julia Chadała, Bartek Grzegorzewski, Wiktoria Babecka, Janek Sosnowski - kl. IIA LO

 

Wywiad powstał w ramach zajęć z edukacji medialnej.

 

Sportowy Anders

c622ff1183b7fb00f9316af3e574016f facebook logo black png facebook logo 400 400

um baner 500